Rejs po Morzu Śródziemnym

Świetna ekipa, piękne miejsca i niezapomniane wspomnienia.

Podczas luksusowego rejsu po Morzu Śródziemnym ponad 40 partnerów biznesowych z Polski zwiedziło 5 cudownych miejsc w 3 krajach. Przeczytaj relację osób, które doświadczyły tej niesamowitej przygody.

Włochy, Hiszpania i Francja

Choć wycieczka miała miejsce w październiku, już kilka miesięcy wcześniej każdy z nas dostał maila z zaproszeniem na tygodniowy, luksusowy rejs po Morzu Śródziemnym. Co prawda spodziewaliśmy się jakiejś wycieczki, bo firma z którą współpracujemy, co roku sponsoruje takie atrakcję, ale takiego rozmachu się nie spodziewał chyba nikt. Z maila wynikało że zobaczymy aż 3 kraje, ale był to dopiero początek niespodzianek…

Na tarasie widokowym w Marsylii (Francja)

Samolotami z Warszawy i Wrocławia dostaliśmy się do włoskiego Mediolanu, a stamtąd, wynajętymi autokarami udaliśmy się malowniczą trasą w podróż do portu w Savonie, gdzie czekał na nas statek.

Pierwsze, wielkie WOW!

Już sama trasa z lotniska była atrakcją. Mediolan leży bardzo blisko Alp, a trasa do Savony to przeważnie równina. Takie ukształtowanie terenu zapewniało niesamowite widoki. Jechaliśmy z przyklejonymi nosami do szyby autokaru i podziwialiśmy cudowne ośnieżone łańcuchy górskie.

Gdy już dojeżdżaliśmy do portu, naszym oczom ukazał się kolos. Ogromny, prawie 300-metrowy wycieczkowiec Costa Mediterranea.

W porcie na Majorce

Nie będę się mocno rozpisywał na temat samego statku, bo można oglądnąć mnóstwo filmików na YouTube (sam wkrótce wrzucę jeden), ale to czego doświadczyliśmy wewnątrz… po prostu szczęka opada… i to do samej ziemi.

Costa Mediterranea:

  • wnętrze inspirowane włoskimi pałacami z epoki baroku
  • 13 pokładów
  • 11 barów
  • 3 restauracje
  • 4 baseny
  • 3 jacuzzi
  • a do tego teatr, centrum spa, pokazy animatorów, siłownia z widokiem na morze i wieeele innych atrakcji

Szczęka ciągle przy ziemi

Mądry król Salomon napisał kiedyś: „(…)dla ludzi nie ma nic lepszego, niż cieszyć się i dobrze postępować w życiu, a także jeść i pić, i czerpać zadowolenie z całej swojej ciężkiej pracy(…)”. Ponieważ wycieczka była nagrodą za dobrą pracę i właśnie z takim nastawieniem się tam wybraliśmy. Ale żeby mieć opiekuna przypisanego do naszej kajuty? Sprzątanie 2 razy dziennie? Stolik z widokiem na morze, do którego mieliśmy pierwszeństwo i zawsze ten sam kelner? Przyznam Wam, że aż czasami robiło mi się niezręcznie. A do tego wszystkiego nielimitowane napoje…


„dla ludzi nie ma nic lepszego, niż (…) czerpać zadowolenie z całej swojej ciężkiej pracy”
(Księga Kaznodziei [Koheleta] 3:12,13)

Szczury lądowe

Rejsy statkiem to chyba najlepszy sposób, aby zwiedzić kilka miejsc za jednym zapachem. Po wypłynięciu z Savony nasz kapitan obrał kurs do Barcelony w Hiszpanii, następnie popłynęliśmy na Majorkę, potem ponad doba w morzu aby w końcu dopłynąć do Marsylii we Francji, która była ostatnim przystankiem przed powrotem do Włoch.

W każdym z tych miejsc schodziliśmy na ląd, aby zwiedzać, zrobić zakupy no i oczywiście robić zdjęcia, które niektóre możecie tu zobaczyć. Dodatkową atrakcją przy schodzeniu na ląd było uczucie ciągłego kołysania, tak jak byśmy ciągle byli na statku. Szczególnie mocno odczuwaliśmy to po zejściu na ląd w Marsyli, bo wcześniej prawie 40 godzin byliśmy ciągle na statku, a morze było akurat wyjątkowo niespokojne. Jeszce po 24 godzinach od zejściu ze statku zdarzało nam się „bujnąć”.

Valldemossa kojarzona przez Polaków głównie ze względu Fryderyka Chopina

Zakończenie też z pompą

Okazało się że gdy przypłynęliśmy z powrotem do Savony, a następnie autokarem do Mediolanu, nie mieliśmy od razu jechać na lotnisko i wracać do domu. Czekała nas jeszcze niespodzianka, a właściwie nawet dwie!

Firma przygotowała dla nas jeszcze lunch w luksusowej restauracji, a potem zwiedzanie Marsylii z przewodnikiem!  Tak więc do domu wracaliśmy najedzeni przepysznym włoskim jedzeniem, mając świeżo w pamięci niezapomniane wrażenia z wyprawy.